Szczęście

Wiemy już niemało o tym, czym jest szczęście. Jednak więk­szość tej wiedzy jest trudno dostępna. W specjalistycznych publikacjach akademickich przedstawione jest to z reguły w tak zawiły sposób, że trudno laikowi w ogóle zrozumieć o co chodzi; ponadto duża część badań nie została nawet wydana. A co naj­ważniejsze, problem ?szczęścia” nie doczekał się jeszcze spopula­ryzowanej syntezy dla każdego. Mam nadzieję, że zmieni się to właśnie za sprawą tej książki.Początkowo może wydać się dziwne, że szczęście, które zazwyczaj uznaje się za coś nadnaturalnego, można badać nauko­wo, ale przecież nikogo nie dziwią już dzisiaj różnorodne studia nieszczęścia. Psycholodzy od dawna zaprzątają sobie głowy nieprzyjemnymi uczuciami. W ciągu ostatnich dwóch stuleci do­wiedziano się niejednego o tym, jak powstaje złość, strach czy przygnębienie. To przecież źródło zysku przemysłu, który sprze­daje pigułki na złe samopoczucie. Ale do niedawna nikt nie czuł się odpowiedzialny za szczęście.

Zmieniło się to dopiero w ostatnich latach – badacze mózgu zaczęli interesować się przyjemnymi uczuciami. W krótkim cza­sie dokonano niezwykłych postępów. To, co do niedawna było jeszcze science fiction, dzisiaj w laboratoriach jest już rzeczywis­tością, a najnowsze technologie pozwalają na obserwowanie mózgu podczas stanów myślenia i odczuwania. Można na przy­kład zobaczyć, jak dochodzi w mózgu do powstania szczęścia, gdy myślimy o kimś, kogo kochamy. Biologia molekularna umoż­liwia wgląd w to, co się wtedy dzieje z naszymi dziesięcioma bilionami komórek mózgowych. Psychologia ujawnia, jak te zmiany świata wewnętrznego określają nasze zachowanie. Zatem wiedza o tym, jak dochodzi do powstawania przyjemnych uczuć, coraz bardziej się syntetyzuje.

Dlatego też możemy dzisiaj odpowiedzieć sobie na pytania, nad którymi zastanawiano się od bardzo dawna. Czy szczęście jest czymś więcej niż tylko przeciwieństwem nieszczęścia? Czy jest dzie­dziczne? Czy złość znika, gdy jest katalizowana? Czy można prze­dłużyć przyjemne chwile? Czy pieniądze dają szczęście? Czy przez całe życie możemy kochać tę samą osobę? I czym jest szczęście ?na najwyższej nucie”?

Odpowiedzi na te pytania dostarczają głównie dwie nowe fun­damentalne tezy w badaniach mózgu. Pierwsza dotyczy tych czę­ści mózgu, które wywołują dobre samopoczucie. Nasze mózgi są wyposażone w specjalne połączenia na radość, przyjemność i eu­forię – mamy zatem system szczęścia. Tak jak przychodzimy na świat z umiejętnością mówienia, tak samo jesteśmy zaprogra­mowani na przyjemne uczucia. To odkrycie będzie dla tego stu­lecia tym, czym dla poprzedniego były teorie Freuda dotyczące nieświadomości.

Nie tylko myśli, ale i emocje dają impuls do przebudowy. Oznacza to, że za pomocą odpowiednich ćwiczeń można pod­nieść swoją zdolność odczuwania szczęścia. Możemy wytrenować nasze naturalne predyspozycje do przyjemnych uczuć, tak jak przyswajamy sobie na przykład obcy język.

Zafascynowani odkryciami genetyki, skłaniamy się od pewne­go czasu do tego, aby w genach szukać wytłumaczenia naszego usposobienia i indywidualnych cech. Ale w rzeczywistości ten ?posag” przeszłości współgra z naszym sposobem życia. To, czy i jak bardzo jesteśmy szczęśliwi, zależy co najmniej tak samo od genów, jak i od naszego środowiska czy kultury. Dlatego w tej książce przypatruję się nie tylko powstawaniu szczęścia w mózgu, ale i wpływom kulturowym czy nawet codziennym zdarzeniom, które ów proces stymulują.

W Niemczech pojęcie ?szczęścia” nie ma długiej tradycji. Nie ufamy mu. Wynaleźliśmy nawet ?Weltschmerz” – pojęcie, które jest trudno przełożyć na inny język. Natomiast słowo ?szczęście” pojawiło się w języku niemieckim bardzo późno, gdzieś między ro­kiem 1050 a 1500. Pochodzi od ?gelucke”, co oznacza mniej wię­cej ?stosowny”. Do dzisiaj używamy na ?mieć szczęście” i ?odczu­wać szczęście” tych samych słów. W języku angielskim jest przecież ?luck” i ?happiness”, ale to jeszcze nic w porównaniu z sanskrytem, który zna tuzin słów na różne sposoby odczuwania szczęścia2.

Zatem języki Zachodu pozostają w tyle, jeśli chodzi o różno­rodność pozytywnych odczuć, do których jesteśmy zdolni. Dobrze ilustruje to porównanie amerykańskich studentów i re­prezentatywnej części mieszkańców Indii. Obie grupy oglądały niemy film, w którym mistrzowie hinduskiego tańca ?stroili” miny. Do filmu dodana była nieuporządkowana lista ze znacze­niami pokazywanych gestów: radosna niespodzianka, lekkie za­dowolenie, nieśmiałe wzruszenie itd. Dla hinduskiej publiczności lista przymiotników oddawała to, co działo się podczas tańca3, natomiast Amerykanom musiano dodatkowo opisywać hinduskie pojęcia związane ze sferą uczuciową. Co ciekawe jednak, nie mie­li problemów, by uporządkować gesty szczęścia – rozumieli je, ale nie potrafili ich wyrazić. I nie jest to odosobnione doświad­czenie Amerykanów – Europejczycy też bywają bezradni, próbu­jąc opisać odcienie szczęścia. Oczywiście nasze ?zachodnie” móz­gi są zdolne do takich uczuć, ale w zachodniej kulturze nie cieszy­ły się one dotychczas uznaniem.

Za to pogardzanie szczęściem płacimy słono. Co piąty Nie­miec cierpi w ciągu całego życia co najmniej raz na psychiczne za­burzenia, a nerwice lękowe czy depresje to powszechne zjawisko. Co dziesiątą osobę trapiły w ostatnim roku kilkutygodniowe de­presje. Ponad dziesięć tysięcy ludzi rocznie z powodu psychicz­nych cierpień odbiera sobie życie. Poza obszarem kultury zachod­niej liczba samobójstw jest dużo niższa5.

Ciężkie depresje są coraz bardziej powszechne – to społeczna ?rzeczywistość” we wszystkich uprzemysłowionych krajach. Ich ofiarami padają coraz częściej młodzi ludzie. Jest to grupa, w której ryzyko ciężkich depresji zwiększyło się trzykrotnie, w stosunku do sytuacji sprzed kilku lat.

Jednocześnie cierpienia psychiczne ?rozchodzą się” z krajów uprzemysłowionych na inne regiony świata. Za 20 lat na całym świecie depresje wyrządzą kobietom więcej szkód niż inne fizycz­ne czy psychiczne choroby, a u mężczyzn jedynie choroby układu krążenia przysporzą więcej cierpień8. Depresja stanie się prawdo­podobnie plagą XXI wieku.

Oczywiście nie każdy, kto jest nieszczęśliwy, cierpi zarazem na chorobę psychiczną. Jednak codzienne przygnębienie i depresja są ze sobą ściślej powiązane niż dotychczas sądzono – to konsek­wencje podobnych procesów w mózgu. Należy im przeciwdzia­łać – epidemia depresji jest dowodem na to, że konieczna jest ?kultura szczęścia”.

?Szczęście jest przejściem umysłu w stan doskonalszy, ból na­tomiast w stan niższy” – zauważył holenderski filozof Spinoza. Przy tym szczęście oddziałuje nie tylko na umysł, ale i na całe cia­ło. Nieszczęście niszczy, a szczęście odbudowuje ciało. Najnow­sze badania rzucają światło na połączenia między ciałem a stanem ducha. Długotrwały strach i przygnębienie zagrażają zdrowiu, ponieważ oznaczają stres. A stres podnosi ryzyko zawału czy wy­lewu. Kto natomiast nauczył się trzymać czarne myśli na wodzy i wzmacniać przyjemne chwile, ten pielęgnuje także swoje ciało. Przyjemne uczucia przeciwdziałają stresowi i jego skutkom, a na­wet pobudzają system immunologiczny.

Tym bardziej sprzyjają one osiągnięciom umysłu. W końcu myśli i uczucia to dwie różne strony medalu. Szczęśliwi ludzie są bardziej kreatywni, lepiej i szybciej radzą sobie z problema­mi9. Szczęście czyni mądrym, i to nie tylko na chwilkę. Pozytywne uczucia powodują, że w mózgu rozrastają się połączenia nerwowe a więc szczęście oznacza nowe powiązania w naszych głowach. Ponadto szczęśliwi ludzie są bardziej uprzejmi, częściej widzą dobre strony innych, chętniej angażują się społecznie, a nawet podczas negocjacji łatwiej przekonują do swoich racji.