Lęk przed samotnością

Jest on w nas tak głęboko zakorzeniony, że automatycznie reagujemy na lament opuszczonych zwierząt i dzieci. Nawet los pozaziemskiego E.T., który zgubił drogę do swojego domu, głęboko nas poruszał. Każdy, niezależnie od wieku, mógł utożsa­miać się z cierpieniami E.T. – tylko tym można wytłumaczyć gigantyczny sukces filmu Spielberga.

Neuropsycholog Jaak Panksepp przypuszcza, że szukamy kontaktu z innymi, aby uniknąć cierpień samotności. I to nie tylko natura przyciąga nas do bliźnich – Panksepp pragnienie towarzystwa upatruje w specyficznych połączeniach, zakorzenionych w starych częściach mózgu. Stymulując odpowiednie regiony w międzymózgowiu, okolicach podwzgórza i obszarze preoptycznym, można wywołać u zwierząt odgłosy identyczne z tymi, jakie wydają, gdy są opuszczone.

Z ewolucyjnego punktu widzenia chodzi zatem o bardzo stare zachowania, które jako pierwsze objawiły się u ssaków, i praw­dopodobnie służą do zwiększania szansy przeżycia młodych. Nowo narodzona mysz jest ślepa i głucha, a jej nieowłosione ciał­ko nie wytwarza nawet wystarczającej ilości ciepła, by sama utrzymała się przy życiu – oddzielona od matki z pewnością za­marznie. Nie ma co się zatem dziwić, że pod nieobecność matki, od której jest absolutnie uzależniona, wpada w panikę. Podobnie zachowują się ludzkie dzieci.

Większość młodych różnych gatunków ssaków – a nawet kukułki – reaguje w ten sposób, gdy czuje się opuszczone. Moż­na to zobrazować, analizując piski małych szczurów, emitowane na niesłyszalnych dla ludzi ultrafalach o częstotliwości około 40 kH, na które szczury są najbardziej wyczulone. Gdy szczurzyca je słyszy, robi wszystko, żeby uspokoić swoje małe: wylizuje je, wynosi w pysku na spacer czy też w przypadku rzeczywistego zagrożenia – w bezpieczne miejsce.

Szczury nie są jednak szczególnie uspołecznione, gdy tylko dorosną, zanika też ich lęk przed samotnością. Natomiast zwierzę­ta żyjące stadnie, jeśli tylko zostaną wyizolowane – panikują. Wiele psów pod nieobecność pana wyje, drapie w drzwi lub usiłu­je wykopać w parkiecie dziurę, a osamotnione papugi wyrywają sobie pióra. Dorośli ludzie nie dają po sobie wyraźnie poznać, że samotność aż tak boli. Jednak przeczą temu symptomy psychicz­ne i fizyczne, jakie wtedy się pojawiają. Niepokój, wewnętrzna pustka, napięcie, bezsenność, brak apetytu, zwątpienie w siebie – to wszystko razem sprawia, że życie staje się udręką.

Podobne reakcje na samotność ludzi i zwierząt umożliwiają pro­wadzenie wszechstronnych badań na prostszym modelu. Ponadto zwierzęta, gdy tylko brakuje im bliskości, zupełnie tak samo, jak lu­dzie przeżywają stres. Hormon stresu CRH (Corticotrophin Rele- asing Hormone) przyczynia się do wywołania sygnałów paniki.

I na tym koło się zamyka, ponieważ CRH uwalnia kortyzol, który u ludzi jest odpowiedzialny za większość wywołanych stresem chorób.

Młode szczury, tak jak ludzie, długotrwałą samotność przy­płacają zdrowiem: mają słabszą sieć neuronów, a tym samym mniej sprawne mózgi i dodatkowo zwiększone prawdopodobień­stwo wystąpienia różnorakich chorób. Ponadto przez całe życie pozostają bojaźliwe i łatwo się irytują. Natomiast młode szczury, które są często dotykane, rozwijają się wyjątkowo dobrze (rosną m.in. dużo szybciej niż osobniki tego samego gatunku w porów­nywalnych warunkach).

Dotyk sprzyja rozwojowi – odnosi się to też do ludzi, jak po­mysłowo udowodniła to Tiffany Field z Uniwersytetu w Miami. Eksperyment polegał na tym, że Field trzy razy dziennie głaskała oraz poruszała rączkami i nóżkami wcześniaków w inkubatorze. Jak się okazało, zdziałało to prawdziwe cuda. Niemowlęta znacz­nie szybciej przybierały na wadze i były zdrowsze od pozostałych wcześniaków na oddziale – mogły opuścić inkubator przeciętnie prawie tydzień wcześniej.

Jeśli jednak przez dłuższy czas pozbawi się niemowlęta kon­taktu, skutki są jeszcze bardziej katastrofalne niż u zwierząt. Zauważył to już cesarz Fryderyk II, który w XIII wieku przepro­wadził chyba pierwsze kontrolowane doświadczenia psycholo­giczne. Ów monarcha naukowiec-amator chciał się dowiedzieć, jaki jest naturalny język ludzkości. W tym celu kazał pozamykać osobno dzieci, zanim jeszcze nauczyły się mówić. Cesarz miał nadzieję, że odizolowane od świata zewnętrznego same z siebie zaczną mówić pierwotnym językiem. Służba przynosiła im jedze­nie, czyste ubrania i wszystko co niezbędne do życia – nie wolno było jednak nawiązywać żadnego kontaktu z małymi uczestnika­mi doświadczenia. Cesarz obawiał się fałszywych wyników. Eks­peryment się nie powiódł – dzieci po prostu umarły. Jak zanoto­wał współczesny im historyk: ?Nie mogły przeżyć bez klaskania w ręce i gestów, wesołych min i pochlebstw”.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.