Badanie mistyki

Baime jako jeden z pierwszych poddał się badaniom wyjaśniają­cym, co dzieje się w mózgu podczas takich przeżyć ?nieskończono­ści”. Czy mistyczne doświadczenie ma neuronową podstawę? Czy w mózgu, jak spekulują kolorowe magazyny oraz pewien odsetek naukowców, przewidziane jest połączenie z Bogiem?

Dopiero od niedawna podobne pytania są przedmiotem poważnych dyskusji naukowych. Wielu naukowców długo trakto­wało ironicznie raporty takie jak Baime’a, uznając je za rojenia dziwaków. Co najwyżej rozumowano, że neurologiczny defekt służy tutaj jako wytłumaczenie. Wiemy jednak nie od dzisiaj, że epileptykom podczas ataków zdarzają się osobliwe doświadczenia, a niektórzy opisują je później jako spotkania z Bogiem. Taki nagły ?kontakt” nawrócił Saula na drodze do Damaszku, w wyniku czego zaczął nowe życie jako Św. Paweł. Wizja, którą opisuje ten apostoł, jest bardzo podobna do relacji ludzi dotkniętych epilep­sją płatów skroniowych. Faryzeusz Saul ujrzał nad sobą w drodze do Damaszku oślepiające światło, rzucił się na ziemię i usłyszał głos: ?Saulu, czemu mnie prześladujesz?”. Przez trzy dni był niewidomy i nie mógł jeść ani pić. Święta Teresa z Avilii donosi o podobnym doświadczeniu. Już od XIX wieku można całkiem przekonywająco dokumentować, jak wiele osobistości intensyw­nie koncentrujących się na sprawach wiary cierpiało na epilepsję. Wybitny rosyjski pisarz Fiodor Dostojewski, który powołał do życia w swoich powieściach niemal 30 postaci cierpiących na tę chorobę, swój pierwszy atak przeżył w wieku dziewięciu lat. Już jako dorosłemu, zdarzało mu się, że słabł co kilka dni. Zanim tracił przytomność, widząc błyski przed ?wewnętrznym” okiem, odczuwał często niebiańskie szczęście.

Dzisiaj naukowcy są bliscy udowodnienia, że również zdrowi ludzie mogą przeżywać mistyczne doświadczenia i że nie jest to niczym nadzwyczajnym. Tak uważa m.in. radiolog Andrew Newberg z Uniwersytetu Pensylwania. Zanim rozpocznie on eks­peryment, stara się stworzyć odpowiedni nastrój. Chodzi o to, żeby jego uczestnicy zapomnieli, gdzie się w rzeczywistości znaj­dują i nie myśleli o medycynie high-tech, ale o świątyni. Labora­torium rozświetlają tylko świece, pachną jaśminowe kadzidełka. Uczestnik eksperymentu medytuje na podłodze w pozycji lotosa. Przed wychłodzeniem organizmu, kiedy to umysł stopniowo będzie się pogrążać, a ciało pozostanie w bezruchu, chroni go wełniany koc. Do wbitej w ramię igły podłączona jest rurka, przez którą dostanie się do krwi kontrast. Gdy uczestnik ekspe­rymentu jest ?gotowy”, daje sygnał Newbergowi, ciągnąc za sznurek zawiązany na palcu wskazującym. Środek płynie przez żyły do mózgu i zbiera się w neuronach, które są szczególnie aktywne. Następnie uczestnika eksperymentu umieszcza się na leżance tak zwanego tomografu spect, gdzie się bada, jak jest roz­dzielany środek kontrastowy, a tym samym, jaka jest aktywność mózgu podczas medytacji.

Newberg poddał takim badaniom ośmiu ochotników mających za sobą wieloletnie doświadczenia w medytacji buddyjskiej. Ponad­to poprosił trzy zakonnice z zakonu franciszkanek, aby modliły się w jego laboratorium. ?Odczuwałam spokój, pustkę, ale też chwile obecności Boga – jakby przeszedł na wylot całą moją istotę” – opowiedziała jedna z nich, siostra Celesta.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.