Kiedy czas stoi w miejscu

Dzieje się tak, gdy robimy coś z pasją. Odczuwamy wtedy przyjem­ność porównywalną do stanu intensywnego postrzegania. I nie jest ważne, jakiego rodzaju jest to zajęcie. Narciarstwo, czytanie, rozmowa, cokolwiek. Jedynym warunkiem, jaki musimy spełnić, jest to, abyśmy wkładali w nie serce. Podczas takiego zadania mózg będzie optymalnie wykorzystywany. Przyjemność, jaką wtedy odczuwamy, wynika z tego, że taka praca jest wykonywana w zgo­dzie z naszą wolą. Mamy wrażenie, że to, co robimy, dzieje się jakby samo z siebie. A nawet że stajemy się sługą jakiejś tajemniczej siły. ?Ja” zanika i stajemy się jednością z naszym zadaniem.

To taka chwila, kiedy nawet czas wydaje się nie istnieć. Nie­zwykle płodny pisarz Heinz Konsalik, którego dzieła zebrane li­czą 155 ksiąg, tak opisał ów stan: ?Zatapiam się w sobie i pracy, nie istnieje czas, posiłek, tylko spokój. Po ośmiu lub dziesięciu godzinach pisania na maszynie jestem zupełnie wyczerpany. Po­tem potrzebuję dwudziestu minut, aby z innego świata, w którym byłem, wrócić do naszego”.

Psycholog Mihaly poświęcił się dokumento­waniu takich przeżyć. Nazwał je flow (przepływ). Rozmawiał ze sportowcami, chirurgami, dyrygentami i przedstawicielami innych profesji wymagających olbrzymiej koncentracji, ale także z setkami urzędników i pracowników całkiem zwyczajnych zawo­dów. I doszedł do wniosku, że stany koncentracji są do siebie po­dobne i w dużym stopniu niezależne od wykonywanej czynności. Mihaly zdawał sobie sprawę, że wspomnienia znie­kształcają to, co w istocie przeżyliśmy i dlatego nie poprzestał jedynie na danych pochodzących z retrospekcji. Poprosił roz­mówców, żeby regularnie zapisywali swoje uczucia w specjalnym formularzu. Zauważył przy tym, że ludzie przedstawiają swój wolny czas w lepszym świetle. Jak się okazało, respondenci z re­guły czuli się lepiej podczas wykonywania intensywnej pracy niż podczas wieczornego czy weekendowego leniuchowania: robot­nicy na zmianie – ponad dwukrotnie, a w przypadku urzędników i menadżerów dane te były jeszcze wyższe.

Przyczyny takiego stanu rzeczy nie należy upatrywać w wyż­szości hali fabrycznej czy sali konferencyjnej nad przydomowym ogrodem. Po prostu większość badanych była zmuszona do bezu­stannej aktywności w pracy, co w konsekwencji wpływało korzystnie na ich nastrój. W domu natomiast, już na własny rachu­nek, mogli być bezczynni. W czasie wolnym respondenci trzy razy częściej skarżyli się na dotkliwy brak ochoty na cokolwiek niż w ciągu godzin pracy.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.