Przyjemność obserwacji

Jeśli intensywnie patrzymy, słuchamy czy smakujemy, możemy zapomnieć o wszystkim, nawet o sobie. Jak zahipnotyzowani obserwujemy morskie fale albo kochamy się.

Umyślna koncentracja jest dużo trudniejsza, ale przecież możliwa. Musimy tylko próbować odkrywać nowe obszary doświadczeń, postrzegać świat z różnych perspektyw i wciąż na nowo. Czy słyszeliście kiedyś, jak różna jest muzyka deszczu, w zależności od tego, czy krople uderzają o szyby, dachy czy drzewa? Czy widzieliście, jak promień słońca załamuje się na płytce paznokcia, która rozbłyskuje wiązką światła w kolorach tęczy?

Zmartwienia i lęki mogą zejść na drugi plan. Ale to nie wyja­śnia podniosłego nastroju, który czasami odczuwamy w takich chwilach. Skąd zatem pochodzi zadowolenie podczas słuchania i patrzenia? Jak się wydaje, ważną rolę odgrywa tu pragnienie od­krywania. Dzieje się tak, ponieważ nowe bodźce pobudzają sys­tem oczekiwania. Dopamina troszczy się o to, aby na te sygnały została skierowana uwaga i żebyśmy poczuli przyjemne odpręże­nie. Podobny program działa w mózgach zwierząt, na przykład u kota, gdy dostrzeże ptaka.

W przeciwieństwie jednak do zwierząt, potrafimy odczuwać i rozumieć również wartość symboliczną gestu czy przedmiotu. Kwiaty wywołują w nas uczucie szczęścia mimo tego, że dla nasze­go organizmu nie mają żadnej wartości praktycznej. Nie jemy prze­cież róż. Jak się wydaje, odczuwamy wtedy te same emocje, które kazały nam się wzruszać podczas lektury dobrej powieści. Właści­wie widzimy tylko trochę czarnych znaków na białej kartce, ale mózg mnoży znaczenia. Powstaje przed naszym wewnętrznym okiem potok emocji i obrazów, w które możemy się zanurzyć, czasami aż tak głęboko, że świat książki wydaje się nam bardziej realny od prawdziwego życia. Wyobraźnia wykorzystuje naszą wrodzoną skłonność objaśniania ?znaków” otoczenia. A roman­tyczne uczucia okazują się ubocznym produktem ewolucji.

Zachód słońca to dla większości ludzi nie tylko zanikająca za horyzontem czerwona tarcza. Mimowolnie myślimy wtedy o śnie i marzeniach – być może przypominamy sobie pierwszą miłość albo to, jak nasze dzieci grały w piłkę wieczorem na plaży. Czasami rozmyślamy wtedy o przemijaniu, a nawet o śmierci.

?Moja panno, budzić się czas To sztuczka znana mi Z pokoju wybiega w las A wraca przez kuchenne drzwi”

Heinrich Heine napisał ten wiersz o nadmiarze romantycznych uczuć u współczesnych sobie. Być może przeczuwał, że mózg auto­matycznie naładuje większość zdarzeń emocjami. XIX-wieczni romantycy, w przeciwieństwie do przedstawicieli racjonalniejszych epok, wcale nie obcowali częściej z naturą. Zmiany są tu raczej jakościowe. Romantyzm je jedynie upowszechnił w poezji, malar­stwie i w muzyce.

Warto przywołać tutaj również listy rewolucjonistki Róży Luksemburg. Nie zapominając przy tym, że nie była skłonna do nadmiernego sentymentalizmu. Ale gdy krzewy okrywały się pąkami, a wiatr szumiał w liściach topoli, radowała się wiosną i bliskim nadejściem lata. Jej skojarzenia sięgały być może jeszcze dalej. Myślała o przemijaniu, kołowrocie pór roku, a także o lepszym świecie. Cieszyło ją po prostu samo życie. Każdy dzień przecież może być świętem, pod warunkiem, że choć przez chwilę pochylimy się nad nim. Pamiętajmy jednak, że tę chwilę szczęścia warunkują ogromne ewolucyjne dokonania mózgu. Nawet najinteligentniejszej małpie kwiaty i zachody słońca nie sprawią przecież przyjemności.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.