Tajemnica flow

Gdzie rodzą się przyjemne uczucia? Może podczas koncentrowania się na jakiejś czynności? Jak dotąd nie ma na te pytania wyczer­pujących odpowiedzi. Prawdopodobnie odpowiedzialna jest za to dopamina, neuroprzekaźnik kierujący naszą uwagą i wywołujący radosne podniecenie. Działa pośrednio na neurony w płatach czo­łowych, które są z kolei odpowiedzialne za pamięć roboczą. Praw­dopodobnie najważniejszym zadaniem dopaminy jest tak dbać o mózg, aby odróżniał istotne informacje od zakłóceń10. Podczas stanu koncentracji wydziela się więcej dopaminy. Dopamina jest również rodzajem smaru dla umysłu,bo dzięki niej reagujemy i my­ślimy szybciej, łatwiej kojarzymy i jesteśmy bardziej kreatywni. Pod jej wpływem mózg przerabia skuteczniej informacje. Wyjaśniałoby to tylko pozornie paradoksalny stan rzeczy, kiedy wzmożona koncentracja umożliwia długotrwałą maksymalną wydajność, a zarazem wywołuje przyjemne uczucia.

Działaniem dopaminy można nawet wytłumaczyć, dlaczego ludziom chce się wykonywać wyczerpujące, a przy tym niepożyteczne czynności, takie jak wiosłowanie w górskich strumieniach, grę w piłkę nożną czy szachy. Kto wie, czy entuzjaści tych dyscy­plin nie są w pewnym stopniu uzależnieni od tego naturalnego narkotyku.

Niebagatelne znaczenie ma także pragnienie sukcesu. Jeśli cel jest tuż-tuż i przeczuwamy, że niewiele potrzeba, aby go osiągnąć, ekscytujemy się podwójnie. A jeśli tylko się uda, odczuwamy mały triumf. Wysiłek się opłacał. Ale potem mamy w perspektywie kolejne wyzwanie, które znowu uruchamia pragnienia. Możemy nawet odczuwać lekkie przygnębienie. Dzieje się tak zazwyczaj, gdy cel zostaje już osiągnięty. Natomiast jeśli wyzwanie ma odpowiedni stopień trudności, to jest zupełnie inaczej. Wydziela się wtedy dopamina i opioidy. Żyjemy w bardzo przyjemnym stanie zawieszenia między pragnieniem a nagrodą. Jeżeli jednak wyzwanie to ?bułka z masłem”, nie odczujemy podniecenia, a jeśli graniczy z niemożliwością, to zapomnijmy o nagrodzie.

Nie odczujemy przyjemnego stanu flow jeśli, szczególnie na początku, nie zmusimy się do wzmożonej koncentracji. Jeśli jed­nak nasze myśli wciąż odbiegają od właściwego zadania, trzeba zmusić mózg, aby przekroczył próg, za którym koncentracja mo­że zostać osiągnięta. Gdy to się stanie, nie odstąpimy już od za­dania. Przynosi to szczególnie dobre rezultaty, kiedy jesteśmy przeciążeni. Zmuszanie się do coraz większych wyzwań jest więc często wynagradzane.

Najlepiej na początku wyznaczać sobie małe cele. Nie ma ta­kiego alpinisty, który zdobyłby Mount Blanc, gdyby myślał tylko o ukrytym w chmurach szczycie. Z tego też powodu, każdy alpi­nista podświadomie dzieli wspinaczkę na etapy, ciesząc się z ich realizacji oddzielnie. Tylko taka metoda gwarantuje mu sukces. Etapem może być 5 metrów na ścianie, kiedy podciągnął się na ?trudnym” uchwycie, 15 – kiedy opanował uskok, 45 – gdy uporał się z długością liny i znalazł miejsce. I tak dalej, przez kilkaset czy nawet tysiące metrów łatwiejszych i trudniejszych, aż do samego szczytu.

Etapowe zwycięstwa zasługują na większą uwagę niż wynik końcowy. Nie tylko dostarczają, jako suma, więcej przyjemnych uczuć, ale i są po prostu łatwiejsze do osiągnięcia niż odległy szczyt. Nagła zmiana pogody może uniemożliwić alpinistom zdobycie trudnej ściany, a i niejeden naukowiec przekonał się, że mimo wieloletniego ?grzebania w księgach” i laboratoryjnych doświadczeń, jego ?sny o sławie” prysły niczym bańka mydlana, bo wyprzedził go konkurent, który tylko nieco wcześniej opubli­kował identyczne wyniki swojej pracy. Niektórzy nawet utrzymu­ją, że celem powinna być sama droga do celu. Nie powinniśmy jednak zbyt łatwo rezygnować z dążenia do uzyskania nagrody. Mamy w końcu wrodzony system oczekiwań. Możemy jednak wybierać, jakiej nagrody szukamy i gdzie ją w końcu znajdziemy.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.