Apulia w Ameryce

Taki ?rozwój” przeżyli obywatele Roseto, małego miasteczka na wschodzie amerykańskiego stanu Pensylwania. W pierwszej połowie XX wieku wydawało się, że zawarli pakt z wyższymi siłami – w każdym razie byli jakby odporni na zawały serca, będące najczęstszą przyczyną śmierci w krajach wysoko rozwi­niętych. Przed osiągnięciem wieku emerytalnego nikt na te choroby nie umierał, a u mężczyzn po 65. roku życia wskaźnik umieralności był o połowę niższy od amerykańskiej średniej. Chociaż mieszkańcy miasta byli włoskiego pochodzenia, to nie mogli zawdzięczać swojego zdrowia w całości diecie śródziem­nomorskiej. W Roseto żyło się nawet wyjątkowo niezdrowo, bo palono dużo papierosów, ciężko pracowano, a ponieważ nie można było dostać wtedy w Ameryce oliwy z oliwek, go­towano tradycyjnie tłuste południowowłoskie jedzenie z roz­topioną szynką. Genetyczne osobliwości też nie tłumaczyły krzepy obywateli Roseto.

Tym, co rzeczywiście odróżniało tych ludzi od przeciętnych Amerykanów, była ich narodowa i społeczna spoistość. Populacja tej miejscowości to potomkowie tych samych rodzin, które razem wyemigrowały z Apulii oraz nie rozstawały się w Nowym Świe­cie. W ten sposób w Roseto utrzymały się wszystkie rytuały wło­skiego miasteczka. Spotykano się na codziennych wieczornych spacerach, grano w jednym z wielu klubów, chadzano na proce­sje i nie zapominano o najważniejszych świętach kościelnych. A ponieważ zazdrość mogłaby podzielić społeczność, w Roseto potępiano obnoszenie się z bogactwem. Chociaż wiele rodzin żyło w dobrobycie, nie można było biednych i zamożnych rozpo­znać po ubraniu, samochodzie czy domu. Starzy ludzie mieszkali u swoich dzieci – trzy generacje pod jednym dachem – a przestęp­czość po prostu nie istniała.

Wszystko się zmieniło, gdy Roseto stało się takie, jak reszta Ameryki. W miarę, jak obywatelom powodziło się coraz lepiej, rozpadała się też wspólnota. Po 1970 roku wielu młodych ludzi opuściło to miejsce, aby studiować, i wracało z zupełnie innym nastawieniem od tego, jakie wpoili im rodzice. Grodzili posesje, budowali baseny i wysokie domy, jeździli cadillacami – obnosili się ze swoim dobrobytem. A im bardziej Roseto przypominało zwykłe amerykańskie miasteczko, tym więcej chorowano, a umieralność zbliżała się do średniej krajowej. Wraz z rozpadem wspólnoty przepadło też działanie ochronne.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.