Paradoks pieniędzy i szczęścia

Zadowolenie z życia oraz średnia długość życia często idą w parze z socjalizacją społeczeństwa. Pod obydwoma względami biedna Kerala zajmuje wśród krajów rozwijających się pozycję lidera. A tam, gdzie tworzy się coraz większa przepaść między bogatymi a biednymi, tak jak w Brazylii, ludzie umierają wcześniej. Chociaż biedny Brazylijczyk zarabia więcej niż obywatel klasy średniej w Kerali.

Nie jest to więc absolutny dobrobyt, lecz proporcjonalny podział dóbr gwarantujący ludziom długie życie. Dzieje się tak również w krajach uprzemysłowionych. W Szwecji i Japonii są najmniejsze różnice w dochodach, a jednocześnie ludzie żyją tam najdłużej, chociaż obydwa kraje mają zupełnie inny system spo­łeczny i zdrowotny. Natomiast statystycznie rosnące rozwar­stwienie społeczeństwa idzie w parze z krótszą długością życia.

Nie jest przypadkiem, że w międzynarodowym porównaniu te kraje, których obywatele uważają się za najbardziej zadowo­lonych, mają najbardziej wyrównane dochody. W Skandynawii, Holandii, a nawet Szwajcarii różnice między biednymi a boga­tymi są wyraźnie mniejsze niż w Niemczech czy choćby we Włoszech.

Szczególnie interesujące jest porównanie amerykańskich stanów federalnych. Chociaż całe USA są systematycznie wyposa­żane we wspaniałe szpitale, to różnica w średniej długości życia wynosi w poszczególnych stanach do czterech lat. W Dakocie Północnej obywatele mogą liczyć na osiągnięcie nawet 77 lat, natomiast obywatele południowego stanu Luizjana umierają przeciętnie już w wieku 73 lat. Ani dobrobyt, liczba imigrantów i skrajne ubóstwo, ani palenie papierosów nie tłumaczą tych róż­nic. Ponadto liczba zgonów spowodowanych rakiem i chorobami genetycznymi prawie wcale się nie różni. Rozwiązanie tej za­gadki tkwi w różnicach między dochodami biednych a bogatych, które w Luizjanie są prawie o połowę większe niż w Dako­cie Północnej. Przyczyną przedwczesnej śmierci obywateli w tych stanach, gdzie panuje większa nierówność, mógłby być przypuszczalnie stres, który w większym stopniu dotyczy ludzi żyjących tam, gdzie są silne społeczne kontrasty.

Między pieniędzmi a szczęściem istnieje zatem paradoksalny związek. Chociaż po przekroczeniu pewnego progu zamożności dobrobyt nie wpływa na wzrost zadowolenia, jednak istotne znaczenie ma, jak w społeczeństwie rozkłada się bogactwo.

W wielu częściach świata, w minionych trzech latach, jeszcze bardziej pogłębiły się różnice w dochodach. Największa przepaść wytworzyła się między wygrywającymi a przegrywającymi prze­łomu 1989 roku w Europie Wschodniej. Najbardziej alarmujące są dane z Rosji i Litwy: od 1989 roku śmiertelność wzrosła tam o jedną trzecią, a średnia życia mężczyzn wynosi teraz mniej niż 60 lat. Na Węgrzech, które z góry przewidziały przejście na ka­pitalizm, śmiertelność wzrosła między rokiem 1970 a 1990 o jed­ną piątą. Przy tym Węgry bynajmniej nie stały się w tym czasie biedniejsze. Dochód narodowy w tych latach nawet się potroił! Jednak dobrobyt wyszedł na zdrowie tylko nielicznym, podczas gdy większość Węgrów posiada obecnie tyle samo co w 1970 roku. Dla porównania, analogiczne różnice w dochodach Niemców niewiele się zaostrzyły – w ubiegłym dziesięcioleciu społeczna nierówność wzrosła o 6 procent.

Zgodnie z neoliberalną wizją świata, nikomu to nie szkodzi, jeśli bogaci stają się bogatsi, dopóki nie obniża się dochód mniej zamożnych. Jeżeli za podstawę weźmie się stan konta, to taki argument jest słuszny. Ale jeśli uważa się go za następstwo dobrego samopoczucia i zdrowia, jest to błędne rozumowanie. Jeśli pogłębiają się kontrasty w społeczeństwie, to tracą wszyscy – zarówno bogaci, jak i biedni.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.