Tarcza solidarności

Dopóki wspólnota pozostawała nienaruszona, dopóty mieszkań­cy Roseto odczuwali mniejszy stres niż pozostali Amerykanie. Miało to dwie przyczyny. Z jednej strony nikt w Roseto nie mu­siał się wysilać, żeby prześcignąć swoich sąsiadów. I nikt, kto był nieco mniej zamożny czy też odnosił mniejsze sukcesy, nie musiał obawiać się o swój status społeczny. W końcu nieszczęście nie jest spowodowane tym, że ma się niewiele, ale że posiada się mniej od innych – właśnie na tym tle może wyrosnąć poczucie własne­go braku wartości. Ludziom w Roseto zostało oszczędzone do­świadczenie bezsilności, manifestacji potęgi kapitału i świadomo­ści, że przewaga innych jest nie do nadrobienia.

Jednocześnie każdy mógł bezwarunkowo polegać na swojej rodzinie i sąsiadach. Wsparcie wspólnoty było tak silne, że wszystkie losowe tragedie czy nawet starość nie były im straszne. Ponadto wszyscy mieli pewność, że różne zawirowania życiowe nie mogą im za wiele zaszkodzić. Mieszkańcy Roseto nie wiedzie­li, co to znaczy bezsilność.

Ta wewnętrzna równowaga odznaczała się sensacyjnie niskim wskaźnikiem chorób krążenia, które często wywoływane są stre­sem. Natomiast rak niemający przyczyn psychicznych, występował w Roseto tak samo często, jak w przypadku reszty kraju19.

O tym, że solidarność ułatwia znoszenie trudnych warunków, wiadomo od dawna – już XIX-wieczna międzynarodówka robotnicza postępowała według tej zasady. Obecnie też panuje przekonanie, że dobrze funkcjonująca wspólnota ma silny wpływ na psychiczny i fizyczny stan człowieka (rozważaliśmy to w roz­dziale X w związku z wartością przyjaźni). Kto jest dobrze zakotwi­czony społecznie, żyje lepiej i dłużej. Ten związek między dobrym samopoczuciem, długością życia a wspólnotą potwierdziły liczne badania od czasu pierwszych prac socjologicznych w Roseto.

Członkowie pewnych społeczności mogą zawierać stabilne związki tylko wtedy, gdy nie ma zasadniczych rozbieżności między ich sposobem życia oraz gdy mają podobne zainteresowa­nia. Jeśli kontrasty są zbyt duże, społeczeństwo rozwarstwia się. Biedni i bogaci żyją w zupełnie różnych światach i starają się uni­kać sfer przeciwnych.

Pozytywnym przykładem jest Holandia, której mieszkańcy przez stulecia musieli liczyć się z ciągłym zagrożeniem powodzi. W ten sposób wytworzyło się egalitarne społeczeństwo, gdzie nawet królowa jeździ na rowerze, a podczas sztormowych przypływów pozwala się fotografować na tamie w kaloszach. Do dzisiaj różnice w dochodach Holendrów są stosunkowo nie­wielkie, a zadowolenie z życia bardzo wysokie.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.